Reaktywacja wkrótce

Za dużo się działo ostatnimi laty, bym o tym jednak nie napisał :)

Syria i Jordania. Wietnam i Kambodża. Indonezja. Niedługo może… a dowiecie się więcej wkrótce :)

Dwa miesiące w Rosji. Mieszkanko blisko Centrum, lufki w barze Mayak, łyżwy na Placu Czerwonym, Jezioro łabędzie w Teatrze Bolshoi, wycieczka do Petersburga.

Przebiegnięte i przejechane na łyżwach kilometry, sprzyjające przemyśleniom.

Filmiki nakręcone na youtube.

Jazda Matizem 130 km/h na koncert, maltretowanie Panów Młodych podczas wieczorów kawalerskich (dobrze, tu ujawnię tyle, na ile pozwala przyzwoitość), rozdarcie spodni świadka na weselu.

I ludzie, których poznałem, lub znałem, a poznałem na nowo :)

Ja Ciebie znam z…

Anegdotę zrozumieją adresaci ostatnich życzeń świątecznych i noworocznych :)

Byłem dziś na ślubie kolegi. Pannę Młodą widziałem wcześniej raz w życiu i to paręnaście miesięcy temu na imprezie zaręczynowej. Mała szansa, by mnie pamiętała.

Podchodzę do Młodej Pary, odestawszy swoje w kolejce do składania życzeń, a Oblubienica uśmiecha się i mówi:

Ja Ciebie znam z youtube’a.

O (nie)ściąganiu

Poniżej prezentuję fragment mojej wypowiedzi z forum pewnego przedmiotu e-learningowego. Temat: Zjawisko ściągania: jak je postrzegam i oceniam studiując na Uczelni? Czy moje opinie należą do typowych czy nietypowych?

Nie ściągam z dwóch powodów.

Po pierwsze, brakuje mi psychicznych predyspozycji ku temu. Gdybym spróbował oszukiwać podczas egzaminu, me kończyny trzęsłyby się w stopniu uzasadniającym pomiar ich drgań w skali Richtera, a wywołany nerwowymi ruchami mojej głowy szkwał wywiałby gazetę nawet z rąk wielokrotnego zdobywcy wyróżnienia The Most Cheater-Friendly Lecturer. Załóżmy, że wydarzyłby się cud na miarę tego z Kanny Galilejskiej i nie zostałbym przyłapany na gorącym uczynku. Wtedy nie mógłbym spojrzeć w lustro… i jedynie wyobrażałbym sobie, jak wyglądam, osiwiawszy ze strachu. Ta perspektywa odpada na starcie.

Po drugie, poza metodami ilościowymi studiuję zarządzanie. Naprawdę sięgnąłbym bruku, ściągając na tym drugim kierunku. Stwórca mi świadkiem – wybieram ambitnych wykładowców (wbrew powszechnym opiniom tacy są, ino nie od każdego przedmiotu), którzy układają uczciwe egzaminy. Pisałem paręnaście testów / opisówek / kombinacji wypukłych tychże. Krztyna inteligencji i ciut elementarnych wiadomości gwarantowały minimum 3+, przeważnie – 4. Wiele osób rezygnowała ze wszelkich niedozwolonych pomocy naukowych, gdyż ich wykorzystanie oznaczałoby przyznanie się do głupoty oraz skrajnej niewiedzy. Jak zatem wyglądała sytuacja u innych, mniej wymagających profesorów? Ich studenci nieprzyzwoicie często miewają wrażenie, że już za brak czeskich błędów w imieniu, nazwisku jak i numerze albumu dostają 50% punktów. Po co więc marnować czas na zapełnianie drobnym maczkiem maciupkich karteluszków? Jaki jest sens fotografowania pytań i wysyłania ich w MMS-ach do znajomych?

Przejdźmy do tych ściągających. Oni są zdecydowanie ciekawsi.

Czy ktoś chciałby być leczony przez doktora, który oszukiwał na egzaminie z anatomii? Przeciwnicy ściągania często posiłkują się tym pytaniem retorycznym jako argumentem. Dla mnie stanowi ono punkt wyjścia prowadzący do oczywistego, lecz przykrego wniosku. Oczywistym jest, iż zawód lekarza jest niezwykle trudny i odpowiedzialny, a umiejętności wykonujących go ludzi rozstrzygają kwestie życia i śmierci. A zawód… absolwenta Uczelni? Drogi Czytelniku / Droga Czytelniczko, w pełni się z Tobą zgadzam – decyzje maklerów potrafią być równie brzemienne w skutkach, nieradzący sobie z podwładnymi menedżer powoduje wiele nieszczęścia, itd. Jednak przykłady lekarskiej niewiedzy bardziej przemawiają Ci do wyobraźni, no nie? Ciągle uważasz, że obudzony w nocy student architektury powinien wiedzieć, jak planować budynki, by nie zawaliły się na dziesiątki Bogu ducha winnych mieszkańców!

Czemu tak wielu studentów Uczelni nie ma oporów przed ściąganiem? Bo nie wierzą w dalekosiężne konsekwencje własnych oszustw. A nawet jeśli, wiedzą, że ich winy nie będą tak oczywiste, jednoznaczne; że społeczeństwo większości z nich nie wychwyci.

Jakie są inne powody? Większość z nich przedstawili i trafnie skomentowali moi przedmówcy. Zastanawia mnie jednak, że wszyscy nie zostawiali suchej nitki na wykładowcach, którzy świadomie przyzwalali na oszustwa, a pominęli kwestie egzaminów, które wybitnie słabo sprawdzają wiedzę.

Koledzy i Koleżanki! Co sądzicie o egzaminach złożonych z trzech pytań (najczęściej pisemnych opisowych)? Czy one są uczciwe? Czy oceny z nich odzwierciedlają Waszą znajomość materiału? IMO – stanowią one dowody nierzetelności i zachodzę w głowę, czemu nic a nic nie tracą one na popularności. Dlaczego tak inteligentni ludzie jak niektórzy profesorowie je stosują? Czemu sprawdzają jedynie, jak studenci opanowali losowe 10% materiału? Na takich egzaminach pokusa do ściągania jest ogromna. Skoro wykładowca postępuje nie-fair, to czemu student ma przestrzegać kodeksu honorowego dżentelmena? Ściągając, może dostać niezasłużoną 5, fakt, ale taką samo zostaną ocenione prace osób, którym podpasowały pytania! Więc co za różnica?

Czy moje opinie są typowe? Sięgam po moją znienawidzoną odpowiedź: to zależy.

Wystarczy się minimalnie zagłębić w temat, by dojść do wniosku, iż stworzenie profilu typowego ściągającego / nieściągającego studenta jest niemożliwe. Ilość motywów sięgania / niesięgania po nielegalne pomoce naukowe już dawno zrównała się z liczbą teorii spiskowych odnośnie wydarzeń z 7 lipca 1947 roku w Roswell, a mało który z nich dominuje w jakiejś konkretnej podgrupie studentów Uczelni. Z moich wieloletnich, choć nieudokumentowanych obserwacji, wynika, iż chęć wydłużenia sobie ferii, strach przed niezaliczeniem, niezdrowa ambicja, przyzwyczajenie do korzystania z niedozwolonych wspomagaczy i wiele innych nie dają się przyporządkować do konkretnych przedziałów średniej, wieku, płci, kierunku, itd.

Jednak zaryzykuję stwierdzenie o istnieniu typowego poglądu studenta SGH w tej materii. „(…) wychodzę z założenia, że osoby wybierając tą uczelnię chcą sie czegoś nauczyć (…)” – można wyczytać w pierwszej odpowiedzi w tym wątku. W pełni zgadzam się z tą opinią. Co się jednak dzieje po przyjściu na Uczelnię? Następuje konfrontacja z brutalną rzeczywistością – zatrzęsieniem niepotrzebnych przedmiotów ogólnych, egzaminami mającymi więcej wspólnego z totalizatorem sportowym niż uczciwą formą sprawdzenia wiedzy, nadmierną pobłażliwością ludzi, którzy powinni być autorytetami…

Kto z Was lubi słyszeć „nie, bo nie!”? A dla wielu to jest jedyny argument za uczciwym zachowaniem na niektórych egzaminach. Czemu grać fair, skoro nawet wykładowca nie przestrzega reguł, a zwłaszcza zasad przyzwoitości? Czemu mam nie oszukiwać, jeśli teoretycznie naganne postępowanie nic nie zmieni? Czy mam cierpieć jedynie w imię zasad, skracając sobie wakacje na męczarnie związanie z nauką dyrdymałów, które zaraz zapomnę?

Gdybym umiał kontrolować strach, stanąłbym przed takimi dylematami.

Nie zapominajmy jednak, iż „osoby wybierając tą uczelnię chcą sie czegoś nauczyć”. Truizm – ale jakże wiele można z niego wyciągnąć! Wielu moich znajomych, ściągających na SGH, skądinąd bardzo dobrych studentów, chwaliło egzaminy na innych uczelniach europejskich (zwłaszcza angielskich i holenderskich). Czemu? Bo ich formuła uniemożliwiała ściąganie.

Jestem pewien, że typowy student Uczelni nie chce ściągać i jest wdzięczny profesorom za pilnowanie prawidłowego przebiegu sprawdzianu. Oszukuje jednak, gdy zmuszają go do tego okoliczności. Tak, czasownika „zmuszają” użyłem celowo. On(a) tak mniej lub bardziej świadomie uważa.

Znowu zawieszenie, ale Kaukaz po raz pierwszy :)

Drodzy Czytelnicy!

Wybaczcie, ale ostatnio zupełnie nie mam czasu pisać :( Operacja Mamy i inne takie.

Bardziej wytrwałym i nieustannie wierzącym w powrót do świetności niniejszego Webloga obiecuję relacje z Kaukazu. Nie wiem tylko, kiedy je zamieszczę. Jeżeli nie wyjadę nigdzie we wrześniu, spodziewajcie się ich w drugim tygodniu roku szkolnego, jeśli jeszcze gdzieś mnie poniesie, nowe notki nie pojawią się szybciej niż z początkiem roku akademickiego.

Życzę Wam udanej resztkówki wakacji! Wy z kolei możecie życzyć mi nierozpoczęcia działań zbrojnych na Kaukazie do końca sierpnia.

Szacun i pozdro, Czytelnicy!

Jimi

Jimi.
Jimi nagradza przygotowanych.
Jimi nagradza wytrwałych.
Moment z Jimim… Czy trzeba mówić coś więcej?
Jimi.
Tak po prostu Jimi.
Jimi.
Najzwyczajniej i niezwyczajniej Jimi.
Jimi.

Z komputerowego archiwum… (I)

W odmętach dysku twardego znalazłem treść maila, którego parę lat temu wysłałem większości znajomych (wraz z załączonym ppt-em).

Taa, nigdy w zyciu nie rozsylalem takich lancuszkow (bo informacje o np. www.pajacyk.pl czy www.polskieserce.pl to oczywiscie cos
z zupelnie nnej beczki), no, co najwyzej odpowiadalem tym, ktorzy mi
je przyslali. Co sie wiec stalo, ze ten jeden raz postanowilem
wyslac niezoptymalizowanego PPS-a, ktorego dostalem od kolegi, tak
wielu osobom, narazic sie modemowcom, ktorzy maja tysiace lepszych rzeczy
do sciagniecia z netu, oraz wielu stalolaczowcom, ktorzy juz
trzymaja palec nad magicznym guzikiem „Delete”?

    Prezentacja z
zalacznika nie jest ani smieszna, ani specjalnie odkrywcza (ale czasami banal
rozni sie od wielkiej prawdy zyciowej tylko okolicznosciami, w ktorych zostal
wypowiedziany), w dodatku konczy sie znienawidzonym przeze mnie „Jesli nie
wyslesz…” i to
sprawia, ze nawet nie_nie_wyroznia sie negatywnie sposrod
wielu krazacych po sieci. Nie wszystkie z tytulowych 15-stu punktow sa
moim
zdaniem prawdziwe. Ale, jak ja obejrzycie, to moze przekonacie
sie, dlaczego cholernie milo bylo mi ja dostac i dlaczego
zmobilizowala mnie do napisania Wam paru kilobajtow tekstu.

    Nie
wiem do konca jak to napisac… Lubie Was, ludzie, a mam wrazenie, ze
ostatnio, ba, gdzies od poczatku zeszlego roku, moja niewyparzona geba i
dziwnymi zachowaniami nie dawalem Wam tego do zrozumienia; ze, gdy chcialem
sie z niektorymi po kolezensku przekomarzac, odzywalem sie zbyt chamsko;
sprawialem wrazenie, ze uwazam sie za lepszego; nie bylo po mnie widac, jak
bardzo doceniam nawet najmniejsza Wasza pomoc i wsparcie oraz to, ze po
prostu jestescie; bylem niejednokrotnie bardzo niemily i
niesympatyczny, bylem  niejednokrotnie (tym razem to eufemizmy:) bardzo
niemily i niesympatyczny; nie dzwonilem, sms-owalem, mailowalem, odzywalem
sie, kiedy  owinienem, etc.

    Tego maila nie wysylam wszystkim z
ksiazki adresowej. Na dobrym kontakcie/kolezenstwie/kumplostwie/przyjazni
(niepotrzebne skreslic) z kazdym z Was mi zalezy i postanowilem, ze ten jeden
jedyny raz moge to przynajmniej napisac. Robiac to, czuje sie troche dziwnie.
Bo jakos rzadko – przynajmniej na trzezwo – sie o tym mowi. Sam byl tego
pewnie nie zrobil, gdybym coraz bardziej nie uswiadamial sobie, jak
bardzo potrafie krzywdzic osobe, ktora kocham – Moja Matke; ze za
rzadko mowie „dziekuje”, „prosze”, „przepraszam”, za czesto o czyichs
wadach, za alo – o zaletach…

    Ehhh, w tym roku nie bede juz
robil tylu zdjec, co w latach poprzednich, na troche odstawie ten stary
aparat. Jezeli nie wytrwam w tym postanowieniu, pamietajcie jednak o jednym:
wbrew pozorom, nie robie kompromitujacych fotografii, tylko utrwalam pewne
mile chwile, moze, podswiadomie, na przyszlosc ubezpieczam sie od zapomnienia
o niektorych osobach (mam nadzieje, ze to zbedna prewencja). Moze
sie bardzo myle, ale gotow jestem zaryzykowac takie twierdzenie:
zdjecia, nawet „kompromitujace”, nie pogarszaja naszego stosunku do osob, ktore dobrze znamy i na ktorych nam zalezy, przypominaja to, co sie razem
z nimi przezylo, przypominaja o nich samych, to co, ze ktos na nich
„zle wyszedl”, jak to ma niby wplynac na nasze zdanie o koledze,
kumplu, etc.? Ten, co je robi, nie ma zlych intencji :P

    Ostatnio
ktos bardzo zdziwil sie, jak zazyczylem mu w nadchodzacym roku tyle
szczescia, ile ta osoba przynosi innym. Uwazam, ze to bardzo
dobre zyczenia
– i mam nadzieje, ze kazdego tresc tego akapitu laczy sie z trescia
poprzednich :)

    Mam nadzieje, ze nie zblaznilem sie wyjatkowo tym
mailem, ze zostanie on dobrze zrozumiany i w miare dobrze przyjety.
Wiecej lancuszkow rozsylac nie bede (co nie znaczy, ze nie lubie ich
dostawac :).

    A jak ktos nie chce w przyszlosci dostawac takich
wiadomosci, niech da mi znac :-)

    Pozdrawiam,

Oj, Przypadkowi Turyści się zmieniają.